fantasybook.jun.pl Strona Główna
 FAQ   Szukaj   Użytkownicy   Grupy   Rejestracja   Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj 


Poprzedni temat «» Następny temat
Fragment "Mroczny płomień"
Autor Wiadomość
Demoniczna 
Początkujący f-maniak


Pomogła: 2 razy
Wiek: 23
Dołączyła: 29 Cze 2011
Posty: 128
Skąd: Kraków
Wysłany: 2011-08-18, 21:11   Fragment "Mroczny płomień"

– Co takiego, do diaska?
Haven upuszcza na stół babeczkę w srebrnym papierku, z różowym lukrem i czerwoną posypką. Mocno umalowane oczy szukają moich, ale ja tylko rozglądam się nerwowo po pełnym centrum handlowym i zamykam się w sobie. Natychmiast zaczynam żałować decyzji o przyjściu tutaj – byłam dość naiwna, by pomyśleć, że wycieczka do ulubionej cukierni Haven w miły letni dzień to najlepszy sposób, aby przekazać jej nowiny. Jakby to małe truskawkowe ciastko mogło w jakikolwiek sposób osłodzić tę wiadomość. A teraz żałuję, że nie zostałyśmy w samochodzie.
– Ścisz głos. Proszę cię. – Zamierzałam mówić swobodnie, ale zamiast tego gadam jak jakaś stara pomylona nauczycielka. Haven pochyla się w moją stronę, zakłada za ucho długie platynowe pasemka i pytająco podnosi brew.
– Słucham? Czy ty mówisz serio? Bo wiesz, zrzucasz na mnie prawdziwą bombę – i to naprawdę niemałą, taką, że w uszach wciąż dzwoni, a w głowie się kręci, aż chciałabym cię prosić, byś wszystko powtórzyła, i upewnić się, że powiedziałaś to, co usłyszałam – a ty martwisz się tylko, że za głośno mówię? Żartujesz?
Potrząsam głową i rozglądam się dokoła, od razu wchodząc w tryb alarmowy. Ściszam głos i mówię:
– Chodzi o to, że nikt nie może wiedzieć. To musi być tajemnica. Taka jest konieczność – nalegam, zbyt późno zdając sobie sprawę z tego, że mówię do jedynej osoby, która nigdy nie była w stanie utrzymać jakiejkolwiek tajemnicy, a już szczególnie włas¬nej.
Haven wznosi wzrok do nieba i gwałtownie siada na krześle, mrucząc coś pod nosem, a ja przez moment przyglądam się jej uważnie, zaniepokojona, że widać już niebudzące wątpliwości oznaki: jej blada skóra zrobiła się świetlista, cera czysta i praktycznie pozbawiona porów, falujące brązowe włosy z blond pasemkami w grzywce stały się lśniące i zdrowe niczym z reklamy drogiego szamponu. Nawet zęby są bielsze, prostsze, i już nie mogę się nie zastanawiać, czemu to stało się tak szybko, po ledwo kilku łykach eliksiru, podczas gdy ja musiałam czekać dużo dłużej.
Nie przestając patrzeć na Haven, biorę głęboki oddech i idę na całość. Łamię swoją dotychczasową obietnicę, że nie będę podsłuchiwać najgłębszych myśli przyjaciół, i z wysiłkiem próbuję zobaczyć coś więcej, złapać przebłysk jej energii, usłyszeć słowa, których nie wypowiada – jestem pewna, że jeśli kiedykolwiek można by to usprawiedliwić, to właśnie teraz.
Jednak zamiast miejsca w pierwszym rzędzie tym razem napotykam betonową ścianę, która chroni myśli Haven. Nawet gdy nonszalanckim gestem przysuwam dłoń i opuszkami palców dotykam przyjaciółki, udając zainteresowanie srebrnym pierścieniem z czaszką, i tak nic nie odbieram.
Nie poznam jej przyszłości.
– To jest po prostu… – Haven przełyka ślinę i także się rozgląda, patrząc na tryskającą fontannę, jakąś młodą mamę pchającą wózek z dzieckiem i wrzeszczącą do komórki, grupę dziewczyn wychodzących ze sklepu pływackiego z naręczem toreb… Patrzy na wszystko, tylko nie na mnie.
– Wiem, że to sporo nowych informacji, ale mimo wszystko… – Wzruszam ramionami, wiedząc, że powinnam bardziej się postarać, jednak nie do końca wiem, jak to zrobić.
– „Sporo nowych informacji”!? Tak to widzisz? – Haven kręci głową i bębni palcami po poręczy zielonego metalowego krzesła, powoli taksując mnie wzrokiem.
Wzdycham, martwiąc się, że tak kiepsko mi idzie. Chciałabym jakoś cofnąć czas, ale to niemożliwe. Nie mam wyboru, muszę poradzić sobie z tym bałaganem, którego narobiłam.
– Chyba miałam nadzieję, że właśnie tak to odbierzesz. – Wzruszam ramionami. – Wariactwo, wiem.
Haven bierze głęboki oddech, a jej twarz jest tak gładka, tak spokojna, że nic nie mogę z niej wyczytać. Gdy chcę znów się odezwać, tym razem błagając o przebaczenie, ona mnie uprzedza:
– Poważnie? Uczyniłaś mnie nieśmiertelną? To znaczy… Serio?
Kiwam głową, podczas gdy mój żołądek zwija się w nerwowy supeł. Opieram się i prostuję ramiona, przygotowując na cios, który z pewnością zaraz nastąpi. Wiem, że jakąkolwiek przyjmie formę, werbalną czy fizyczną, nie mam innego wyboru, muszę go zaakceptować. Nie zasługuję na nic dobrego po tym, jak zniszczyłam Haven życie, i ona dobrze to wie.
– Ja po prostu… – Wstrzymuje oddech i kilkakrotnie mruga, ale nie widzę jej aury, nie mam żadnej wskazówki co do jej nastroju. Nic dziwnego, skoro stworzyłam ją na swoje podobieństwo. – Cóż, jestem po prostu totalnie zszokowana. Poważnie. Nie wiem nawet, co powiedzieć.
Zaciskam usta i kładę ręce na kolanach, bawiąc się srebrną bransoletką z wisiorkami, którą zawsze noszę. Odchrząkuję i zaczynam ponownie:
– Haven, posłuchaj, strasznie mi przykro. Naprawdę bardzo, bardzo przykro. Nie masz pojęcia, jak bardzo. Chciałam… – Potrząsam głową, bo choć powinnam przejść do rzeczy, czuję potrzebę wyjaśnienia, jak wszystko wyglądało z mojej strony: jak zmuszono mnie, bym dokonała praktycznie niemożliwego wyboru; jak widziałam ją trupio bladą, bezradną, na krawędzi życia, gdy każdy kolejny płytki oddech mógł być jej ostatnim.
Jednak zanim udaje mi się coś powiedzieć, Haven nachyla się w moją stronę, wbijając we mnie spojrzenie szeroko otwartych oczu.
– Czyś ty oszalała?! – Kręci głową. – Naprawdę mnie przepraszasz? Przecież ja siedzę tu totalnie zaskoczona, zastanawiając się, czy kiedykolwiek zdołam ci się za to odwdzięczyć!
Słucham?
– To totalnie zarąbiste! – Uśmiecha się, podskakując na krześle, a jej buzia rozświetla się niczym tysiącwatowa żarówka. – Przecież to najbardziej zarąbista rzecz, jaka kiedykolwiek mi się przytrafiła, i zawdzięczam ją tobie!
Przełykam ślinę, nerwowo zerkając na boki. Zupełnie nie wiem, jak zareagować. Nie tego oczekiwałam. Nie na to się przygotowałam. Ale za to właśnie przed tym ostrzegał mnie Damen.
Damen – mój najlepszy przyjaciel, moja bratnia dusza, miłość wszystkich moich wcieleń. Niesamowicie przystojny, seksowny, inteligentny, utalentowany, cierpliwy i wyrozumiały chłopak, który wiedział, że to się wydarzy, i błagał, bym go posłuchała. Jednak ja byłam zbyt uparta. Chciałam zrobić to sama. To ja przemieniłam Haven, ja dałam jej do wypicia eliksir – i to ja powinnam wszystko wyjaśniać. Tyle że ta rozmowa nie toczy się tak, jak zakładałam. A wręcz zupełnie odwrotnie.
– Przecież to jak bycie wampirem, prawda? Minus wysysanie krwi? – Lśniące spojrzenie Haven szuka mojego. – No i bez trumien, bez unikania słońca! – Z radości podnosi głos. – Cudownie, to jakby spełnił się mój sen. Wszystko, czego zawsze pragnęłam, w końcu się wydarzyło. Jestem wampirem. Pięknym wampirem, ale bez tych wszystkich koszmarnych skutków ubocznych!
– Nie jesteś wampirem – mówię zduszonym głosem, zastanawiając się, jak mogłam do tego doprowadzić. – Wampiry nie istnieją.
Nie istnieją – ani wampiry, ani wilkołaki, elfy czy wróżki – są tylko nieśmiertelni, których szeregi – dzięki Romano i mnie – szybko się mnożą…
– A czemu jesteś tego taka pewna? – Haven pytająco podnosi brew.
– Ponieważ Damen chodzi po tym świecie o wiele dłużej niż ja – wyjaśniam – i nigdy nie spotkał wampira. Ani nikogo, kto by widział choć jednego. Wydaje nam się, że legendy o wampirach mają źródło w nieśmiertelnych, tyle że dodaje się kilka dziwactw – wysysanie krwi, niemożność przebywania na słońcu i alergia na czosnek. – Pochylam się ku niej. – Dla dramatyzmu.
– Ciekawe. – Kiwa głową, choć wyraźnie myśli o czymś innym. – Ale wciąż mogę jeść babeczki? – Wskazuje truskawkowe ciastko z dziurawym bokiem, przygniecionym do kartonowego pojemniczka. Druga strona jednak wciąż jest puszysta i czeka na zjedzenie. – A może powinnam spożywać coś… – Otwiera szeroko oczy i nie daje mi szansy na odpowiedź, tylko wali ręką w stół i woła: – O rany, rany, to ten sok, prawda? To czerwone coś, co ty i Damen ciągle pijecie. O to chodzi, prawda? A więc na co czekasz? Daj mi go, przyklepmy to oficjalnie. Nie mogę się już doczekać, żeby zacząć!
– Nie mam go ze sobą – odpowiadam, natychmiast widząc rozczarowanie na jej twarzy. Dodaję więc pośpiesznie: – Słuchaj, wiem, że teraz wydaje ci się to wszystko strasznie fajne… i po trosze jest, nie ma co do tego wątpliwości. Nigdy się nie zestarzejesz, nie będziesz miała pryszczy, rozdwojonych końcówek… ale pojawią się też problemy, o których musisz wiedzieć, żeby… – Urywam w pół zdania, widząc, jak Haven zrywa się z krzesła tak szybko i zgrabnie, jakby była kotem – kolejny uboczny efekt nieśmiertelności.
Przestępując z nogi na nogę, mówi:
– Proszę. Co muszę wiedzieć? Jeśli mogę wyżej skakać, szybciej biegać, nigdy się nie zestarzeję i nie zniknę – czego jeszcze mogę potrzebować? Mnie się zdaje, że wystarczy na całą wieczność.
Znowu rozglądam się nerwowo dokoła, zdecydowana poskromić entuzjazm przyjaciółki, zanim zrobi coś głupiego – coś, co zwróci na nas uwagę – na co nie możemy sobie pozwolić.
– Haven, proszę. Usiądź. To poważne sprawy. Muszę ci jeszcze wiele wyjaśnić. Bardzo wiele – mówię zdecydowanym, wręcz rozkazującym szeptem, ale bez żadnego efektu. Haven stoi przede mną, kręci głową i nie chce się ruszyć. Jest tak upojona swoją nieśmiertelną siłą, że nawet nie próbuje się upierać, tylko od razu atakuje.
– Dla ciebie wszystko jest poważne, Ever. Każda drobna rzecz, którą powiesz czy zrobisz, jest zawsze diabelnie poważna. No ale poważnie… dajesz mi klucze do niebiańskiego królestwa, a potem żądasz, żebym stała przed bramą, byś mogła ostrzec mnie przed jego ciemną stroną? Przecież to szaleństwo! – Wzdycha z irytacją. – No dalej, rozluźnij się trochę, dobra? Pozwól mi spróbować, przeżyć jazdę próbną, zobaczyć, do czego jestem zdolna. Mogę się nawet z tobą ścigać. Ta, która pierwsza dobiegnie od krawężnika do biblioteki, wygrywa!
Potrząsam głową po raz kolejny i wzdycham, już żałując tego, co muszę zrobić. Przyda się odrobina telekinezy. Tylko ona może zakończyć to przedstawienie i pokazać Haven, kto tu naprawdę dowodzi. Mrużę oczy, koncentruję się na jej krześle i ciągnę je po podłodze tak szybko, że uderza Haven w kolana i zmusza, by usiadła.
– Hej, to bolało! – Pociera nogę i patrzy na mnie ze złością.
Tylko wzruszam ramionami. Jest nieśmiertelna, nie będzie miała nawet siniaka. Zresztą muszę jej jeszcze wiele wyjaśnić, a jeśli nie przestanie się tak zachowywać, zabraknie mi czasu. Pochylam się więc bliżej, upewniając, że uważnie mnie słucha, i mówię:
– Zaufaj mi. Nie pograsz w tę grę, jeśli nie poznasz jej zasad. A w dodatku z pewnością ktoś na tym ucierpi.
_________________
"Nie można przestać za kimś tęsknić - można tylko nauczyć się żyć z tą wielką, niekończącą się pustką w sercu."
"Błękitna godzina"
 
 
 
REKLAMA 

Pomogła: 2 razy
Dołączyła: 20 Mar 2011
Posty: 502
Ostrzeżeń:
 2/3/6
Wysłany: 2011-08-21, 13:36   

_________________

 
 
 
Katherine. 
Księżniczka Fantasy


Pomogła: 1 raz
Dołączyła: 20 Mar 2011
Posty: 502
Skąd: Gdańsk
Ostrzeżeń:
 2/3/6
Wysłany: 2011-08-21, 13:36   

aga19946 : masz błąd w podpisie :). Jak już przeczytasz i poprawisz u siebie to jak najbardziej można usunąć post :).


Bez obrazy Katherine ale gdzie ten post ma sens? o.O
Wampirzycaaaa
_________________
"a pozytywka wciąż tęsknie tańczyła dźwiękiem"
Ostatnio zmieniony przez Wampirzycaaaa 2012-04-08, 04:08, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Theme xandblue created by spleen modified v0.2 by warna

| | Darmowe fora | Reklama